Cztery łapy

Rok z Liską + przepis na ciastka dla psów

2 czerwca 2016

Pamiętam dokładnie nasz pierwszy spacer – wybraliśmy się na tereny zielone niedaleko miejsca zamieszkania i gdy mój M. zawołał do siebie Liskę, szczeniak ominął go delikatnym łukiem i pobiegł prosto do mnie. Wiem, że to tylko drobiazg, ale autentycznie mnie rozczulił i nie przesadzę jeśli powiem, że początkowy zachwyt nad tym stworzeniem trwa aż do teraz. Gdyby jednak rok temu ktoś powiedział mi, że można aż tak przywiązać się do czworonoga, na pewno bym nie uwierzyła. Przecież to nie pierwszy przygarnięty zwierz, na dodatek nie tak łatwy w „obsłudze” i wymagający regularnej pracy. Nie przypuszczałam, że ta niewielka, zaledwie kilkukilogramowa psina okazując zaufanie i bliskość da mi tak niewyobrażalnie dużo miłości.

rokzliska_7

Nie ukrywam, że początki były trudne, bo małą trzeba było oswoić z nowym miejscem i nami. Oczywiście zaczęliśmy od uczenia załatwiania swoich psich potrzeb poza domem, ponieważ mogliśmy iść nawet i na 1,5-godzinny spacer, a zwierz wolał i tak załatwić się w domu, gdzie zwyczajnie czuł się bezpieczniej. Swoją drogą nagradzanie i chwalenie w takich sytuacjach musiało wyglądać komicznie, bo za każdym razem radość ze skorzystania z toalety we właściwym miejscu była ogromna ;)

Po kilku dniach od adopcji piesek odkrył, że potrafi szczekać. Po pierwszym zdziwieniu nową umiejętnością czynność ta na tyle się Lisce spodobała, że zaczęła wydzierać się dosłownie na wszystko – ludzi, pojazdy, inne psy, koty. I słowo daję, mała potrafi być równie denerwująca, co słodka. I niech wygląd wiecznego szczeniaka nikogo nie zwiedzie, bo nie raz zdarzały się sytuacje, gdy pies momentalnie się gotował, pokazując pełen garnitur zębów w reakcji na zbyt szybko zbliżające się dzieci i nachalnych dorosłych. Swoją drogą wiele osób nie lubi gdy obcy wchodzą w ich sferę bezpieczeństwa, dlaczego więc nie miałoby to dotyczyć również psów?

Od momentu adopcji uczęszczamy na szkolenia, więc kwestia szczekania stała się mniej uciążliwa. Mam poczucie, że wysiłek się opłaca i z każdym dniem rozumiemy się coraz lepiej. Nauczyliśmy się które sytuacje stanowią zapalniki i jak sobie z nimi radzić jeśli nie możemy ich uniknąć. Chociaż nadal, gdy Liska ma gorszy dzień, potrafi reagować nerwowo w sytuacjach, które innym razem są dla niej zupełnie neutralne.

rokzliska_1

Stopniowe oswajanie się ze sobą zaczęliśmy jednak od czegoś bardzo niepozornego, ale szalenie istotnego – utrzymywania kontaktu wzrokowego. Czy wiecie, że właśnie w ten sposób, dzięki wydzielaniu oksytocyny, pomiędzy człowiekiem i psem buduje się wzajemna więź i przywiązanie? Naukowcy nie mogą się mylić ;) Nie zmienia to faktu, że jeszcze rok temu podczas szkoleniowych spotkań zazdrościłam innym właścicielom psów, które świata poza nimi nie widziały i reagowały na każdy najdrobniejszy gest. Szczególnie jeśli w tym samym czasie dla Liski ważniejsze ode mnie okazywały się inne psy, ptaki, przysmaki ukryte w trawie lub też przebywanie w zupełnie innym miejscu było po prostu bardziej ciekawe niż ćwiczenie chodzenia przy nodze.

Po wielu próbach i błędach doszliśmy do wniosku, że jednym z najskuteczniejszych motywatorów jest dla niej jedzenie, i to nie byle jakie – samodzielnie robione ciastka, do których sklepowe smaczki się nawet nie umywają. A ponieważ miłość do wątróbkowo-marchewkowych ciastek nie zna granic, na dole wpisu znajdziecie przepis na ulubione liskowe przekąski. I pomyśleć, że był taki moment gdy myśleliśmy, że po prostu jest niejadkiem.

rokzliska_2

Pod koniec roku mała przeszła zabieg sterylizacji i dzisiaj właściwie nie ma po nim nawet śladu. Ale łobuz nie byłby sobą, gdyby czegoś nie zbroił – i mimo naszego pilnowania oraz noszenia kaftanika pooperacyjnego zrobił sobie brzydką, długo gojącą się ranę w okolicach pachwiny, w miejscu zupełnie nie związanym z operacją. I w nocy zmuszony był nosić poniższą konstrukcję:

rokzliska_9Smutna mała lampka ;)

Z tego powodu byliśmy zmuszeni ograniczyć psie aktywności, bo gojenie w przypadku tak żywiołowego malucha mogłoby się przeciągnąć się w nieskończoność. Gdy tylko rana zaczęła lepiej wyglądać można było wrócić do zwyczajowego brykania, składającego się głównie z biegania i ulubionej zabawy patykami. Żebyście widzieli tę euforię spowodowaną pierwszym kontaktem ze śniegiem! Liska ma coś ze swojego imiennika, bo zachowywała się podobnie jak lis polarny, skacząc w zaspy i myszkując w śniegu. Zresztą to tylko kolejny dowód na to, że nie straszne jej żadne warunki pogodowe – czy śnieg, czy deszcz, czy burza, zawsze jest równie chętna na spacerek.

rokzliska_6

rokzliska_3

A teraz pora na obiecany przepis – ciastka może nie wyglądają najpiękniej, ale gwarantuję, że żaden zwierz nie przejdzie obok nich obojętnie. Nieraz podczas spotkań w parku z innymi czworonogami ustawiała się przede mną gromadka psiaków, zachęconych zapachem rozchodzącym się z pojemnika ze smaczkami. Poza wątróbką, która silnie działa na zwierzaki, ciastka zawierają samo dobro – kminek i siemię lniane pomagają na trawienie, z kolei gotowana marchewka zapobiega problemom z gruczołami okołoodbytowymi.

ciastkadlapsow_1

Marchewkowe ciastka z wątróbką

(przepis na ok. 30 sztuk)

4 duże ugotowane marchewki

1/2 kg drobiowej wątróbki

1/2 szklanki siemienia lnianego

1 szklanka mąki

1 jajko

1 łyżka kminku

Wykonanie:

  1. Jajko wymieszać z siemieniem lnianym, dodać pokrojoną wątróbkę i odstawić na chwilę do lodówki.
  2. W tym czasie zetrzeć marchewkę i dołączyć do powstałej masy.
  3. Dodać kminek i mąkę, wszystko razem dokładnie wymieszać.
  4. Formować niewielkie płaskie ciasteczka i piec je przez ok. 20 minut w temperaturze 175 stopni.

ciastkadlapsow_5

ciastkadlapsow_2

rokzliska_8

Liska potwierdza – ciasta są przepyszne!

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply